..................................................................

..................................................................

28 mar 2026

 Bardzo bym chciała,żeby moje pozytywne wpisy były tutaj serią a nie epizodem.Żeby po prostu było tak jak w życiu przeciętnego Kowalskiego,nie raz na wozie raz pod wozem,tylko w stosunku co najmniej 3:1.Nie wymagam wiele,prawda? Tymczasem teraz jest 5:0.Przegrywam od kilku meczy...

Zaczęło się końcem stycznia,kiedy zdrowie mamy podupadło.Opiekowałam się nią jak mogłam,zaniedbując córkę,ignorując ferie,plany i rezerwacje jakie poczyniłam.I nie chce tu sprowadzać problemu do kwestii materialnej,ale jak się ma słabe zarobki ( bo skupiam się bardziej na dziecku,domu,rodzinie,niż na karierze) i ograniczony budżet,który sie wydaje pod rozwój Riczi,to finanse okazują się istotną kwestią. Wyszło tak,że moja prawie tygodniowa opieka nad mamą skonczyła się telefonem na pogotowie ratunkowe,które na szczescie szybko zareagowało i zabrali mame do szpitala.Ostatnie chwile które z nią spedziłam,zanim zatrzaśnięto przedemną drzwi erki,były wypełnione łzami,przeprosinami,że oddaje ją do pod opiekę szpitalną.Mam złe doświadczenia,nie ufam systemowi,nie wierze lekarzom na 100% i stąd moja niepewność czy dobrze robię.Z drugiej strony,jej stan był na tyle poważny,że miałam wielkie obawy czy dożyje rana..nie udźwignełabym odpowiedzialnośći za złą decyzję,a do końca nie byłam pewna czy podejmuje dobre kroki.Stes z tamtego wieczoru prześladuję mnie prawie co noc.I jakieś dziwne,metafizyczne zjawisko,sprawia,że mama ,w przebłyskach swojej świadomośći mówi to samo.Ze mimo stanu prawie nieprzytomnego,pamięta każde słowo i gest tamtej nocy.Wtedy rozgrzeszała mnie za telefon na pogotowie...dzisiaj mówi,że to było niepotrzebne.

Nie licze nieprzespanych nocy ( nigdy wcześniej nie miałam problemów ze spaniem,nawet w czasie wielkich kryzysów z Onym.Wypracowałam sobie ucieczkę w sen),łez,zadręczania się i wyrzutów sumienia,że oddałam mamę do szpitala,ale miałam nadzieje,że to tylko taka pierwsza reakcja, w wyniku szoku,tymczasem to wszystko ciągie się od dwóch miesięcy..

Moja codzienność nigdy nie była łatwa,nie pamiętam kiedy tak naprawdę odetchnęłam od problemów.Choć na chwilę.Zawsze coś.Choć wiem,że bywa gorzej i mimo wszystko doceniam.

A doszło jeszcze więcej.Mama w szpitalu spedziła 7 tygodni.Wyszła w troche lepszym stanie fizycznym,w wiele gorszym psychicznie.W domu może pobyć pare tygodni,bo nie ma opcji zapewnieia jej opieki jakiej wymaga.Trzeba szukać jakiegoś w miare dobrego,zapewniającego godną starosc domu opieki.My,rodzeństwo nie jesteśmy zgodni co do niczego i nie zanosi się na kompromis.

A mi doszło pare innych problemików:

-Zwolnienia i redukcja etatów w pracy i przypisanie mi dodatkowych obowiązków i odpowiedzialności w zamian za zero dodatkowych zarobków.

-Dorastanie Riczi,i przepraszam,że będe dosadna ale ona dorasta na pełniej piździe!

-A  Ony dostarcza rozrywki w postaci kłótni o to,że przesadnie dbam o czystość  w domu, tym samym terroryzując wszystkich człownków rodziny.

-Kiepsko wyszły ostatnie wyniki badań (mam guza tarczycy) 

-I do tego zepsuło mi się auto,a nie mam żadnej alternatywy w postaci autbusu,pekaesu,taksówki czy pociągu,bo mieszkam na wypizdowie,z niewilkiego dala od cywilizacji miejskiej.


Pozdrawia,sfrustrowana Simera,życząc wesołych swiąt

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz