..................................................................

..................................................................

sobota, 23 marca 2019

Co myśleli?

Napisze,po sledzikowemu: Co myśleli,że padła,nie dała rady? Tyle,że to powinno być w jednym ciągu,bez znaków przestankowych i raczej twierdząco niż pytająco. A co Wy! Ja nie z tych.Ani się poddała,ani nie przegrała.Złego licho nie bierze.Ja wciąż walcze!Ile tych wiatraków jeszcze w moim życiu?
Ony poległ na wojnie z nikotyną i ze mną.Nie byłam mu sprzymierzeńcem.Ale przemilczę.

Czasami mnie taki ból łapie i tesknota za tym,co było,że aż płacze ze szczęścia,że wciąż czuje i pamiętam.Bo choć niewiele się zmieniło w moim życiu,to ja już jestem innym człowiekiem.Zupełnie innym,prawie robotem.Na szczęście jeszcze prawie.Dobrze,że boli,że łzy lecą,rozpamiętuje bo bałam się że już jestem zupełnie wyrzuta z emocji i człowieczeństwa.I nie wiem co gorsze..fakt,że zaczynam się godzić na taką egzystencje czy nieśmiałe podejmowanie kolejnej  próby wyrwania się ze szponów tej nicości.Bo  mam odrobinę siły na jeszcze raz,ale już ostatni zapewne.

Bo jak długo można być niewidzialną? 

czwartek, 3 stycznia 2019

Ciąg dalszy będzie...

No,jakby jestem.Pewnie znowu na chwilę.Przy okazji pożyczę wszystkiego co najlepsze w 2019.
Tak dawno nie pisałam a nawet nie czytałam blogów,że wejście i załapanie jakby to ugryźc zajeło mi małą chwilkę.Nie,żebym była aż tak zalatana..broń Boże.
Wszak wstaje dopiero o  piątej, od siódmej zero zero zaczynam zywot człowieka poczciwego i orka przez godzin osiem jedynie.Nie to co inni po dzisięć czy dwanascie w korpo.W drodze powrotnej zahaczam o przedszkole,sklep jakiś,potem zaszywam się w kuchni między garami,następnie tone w zabawkach,książeczkach,ciuszkach,bałwankach,sniegu,którym wszyscy chcemy się nacieszyć aby znowu wrócić do kuchennego królestwa.Czasami Ony bierze sprawy w swoje ręce i wtedy mam godzinkę na naukę,co by w weekend być przygotowaną na zajęciach,pozaliczać i pozdawać.
Bo zachciało mi się na stare lata studiować.Pisałam?
I na tyle by było mojej przyziemności.
W strefie okołouczuciowej to kwitnie miłosc i uwielbienie do córki.Tęsknota za bliskimi i tym co było bezzmiennie,natomiast ,a relacje z Onym  to jest najwiekszy w swiecie roller coaster.To chyba już wiadomo,że nie jest nudno? Aktualnie oboje jesteśmy  na urlopie,ja udaje że się ucze do sesji,On ma bardzo dużo zaległośći w domu i nadrabia przed telewizorem a Riczątko wciąż cieszy się z zbawek które przyniósł Mikołaj,Gwiazdka,Aniołek i Gwiazdor.Dobrze,że powoli szykuje się piętro i będzie miejsce na tą rupieciarnie made in China,bo jesteśmy zasypani zabawkami.Ale wracając do tego urlopu,to zapewne wyjdzie mi tylko na dobre,bo zeszłam z grzesznej drogi i zaczelam się modlic.W kościele nawet byłam z nadzieją na to że zostane wysłuchana w pierwszej kolejności.Wszak sprawa jest pilna:muszę byc cierpliwa ,znośić trudy i znoje,gryźć się w język,zaciskać zęby,ignorować,uśmiechać się promiennie i ogólnie udawać,że wszystko ok,aby wyjść z tego żywa.Bo bez tych błogosławieństw nie da się wytrzymać z  facetem pod jednym dachem,na stu metrach kwadratowych,24 godziny na dobe,przez siedem dni w tygodniu a tygodni takich dwa!Na dodatek Ony oprócz tego,że zadziera ze mną,postanowił wypowiedzieć wojne nikotynie.No mam się z nim od kilku dni...
Sami widzicie,że kciuki mi potrzebne.Tylko do poniedziałku,więc zaciskajcie zebym prztrwała i pisać ciąg dalszy mogła.

piątek, 16 marca 2018

Minęło znowu tyle lat...

Gdzie ja byłam przez ten rok?Ponad.
16 miesięcy podczas których tak dużo się wydarzyło,ale nic nie zmieniło.
Wciąż ta sama szara codzienność rozświetlana usmiechem  i  slodkim szczebiotem mojej prawie czterolatki.
Ta szara codzienność jest taka kolorowa i piękna.Mimo nieprzedluzonej umowy o pracę..kłótni z teściową,cichych dni z Onym. Wszystko na nie a ja jednak na tak.No uparła się .
Krowa nie Oslica.Tak ostatnio usłyszałam.

wtorek, 8 listopada 2016

Smieszna seria 2

Za dużo łez,za dużo zła.Czas na uśmiech :-)


Pisanie bloga wymaga co najmniej tego,aby jego bohaterom przypisac jakieś fajne pseudonimy.
„Onego” nie musiałam wymyslac,jakoś samo się napatoczyło,ale dla Riczątka wciąż opracowywałam nowe wersje…I chyba mam! Melcia J  Tak wyszło podczas naszej ostatniej wizyty u mojej rodziny.
Udało im się.No,prawdziwa Melcia!Sami zobaczcie:

Jesteśmy gdzieś w centralnej Polsce,stoimy w gigantycznym korku,o tej porze powinniśmy się zbliżać do celu podróży,tymczasem…Zaczynam jojczyć,że co za  drogi,warunki itp. itd. a siedząca obok  dwulatka komentuje
-Mamo,nie panikuj.

Dopadła ją choroba.Jelitówka z grypą żołądkową i jeszcze jakaś inna mutacja.Leci górą i dołem.
Załuje córki,głaszcze głowkę podczas wymiotów i dzielnie znosze zapachy z nocnika.W zamian słysze:
-Mamo,nie przejmuj się.Wszystkim się zdarza.

Moja potomka podczas codziennych harców w domu tylko na sufit nie wejdzie.Grawitacja nie pozwala i to tylko dlatego.Wszędzie indziej owszem i z ochotą.Strofuje ją,pouczam i uprzedzam,że upadnie,uderzy się i będzie płakała.I co słysze w odpowiedzi?

-Do wesela się zagoi.

sobota, 1 października 2016

[*]

Wiecie,że można żyć bez serca...
Żyć,za wielkie słowo.Wegetować.Istnieć.
Przekonałam się o tym,bo moje roztrzaskane na miliardy drobinek serce opuściło me ciało i odeszło wraz z moim synkiem do Nieba.
Szkoda,bo mam na tym łez padole jeszcze córeczkę,dla której powinnam żyć i się starać,ale nie mogę...
Jeszcze nie potrafię.

Nie mówię żegnaj,bo wiem ze gdzieś,kiedyś...
Tęsknie dziecinko [*]



piątek, 9 września 2016

Niezliczone Cudy Świata

Coś mi nie pozwalało pisać o kolejnym cudzie Swiata...
Z dziwnym uczuciem patrzyłam na tytuły postów jednej blogowiczki albo na ich brak i instynkt podpowiadał czekać.Tak po prostu bez wnikania i zastanawiania się.
Teraz już mogę się cieszyć za nas obie.
Uczuciowa  jest w ciąży.
Razem jesteśmy :-)

sobota, 6 sierpnia 2016

Że ...sierpień już ???

Nie wiem jakim sposobem znałazłam się w innej czasoprzestrzeni.
Wpadłam w takie zapomnienie,że nie mogłam się zalogować.Zapomniałam hasło. Totalny reset w głowie.
Ale miło tak nie pamiętać....Fajnie się spieszyć i nie miec czasu na biadolenie i smutki,które się rozpanoszyły w moim życiu ostatnio.
Ja wręcz lubie byc spóźniona i do tyłu ze wszystkim, i nie móc,nie pamiętać,wtedy czuje że żyje. I pomyśleć,że nie tak dawno miałam natręctwa z powodu swojego perfekcjonizmu....
Dobrze mi z tym,ze poźno wracam z pracy albo przed wyjściem nie zdąrzam z drugim daniem czy idealnym sprzątnięciem łazienki.
Uwielbiam mówić "pracuje" i z ochotą idę do pracy.
Do tego wszystkiego doszedł bardzo udany urlop na pojezierzu Augustowskim i wizja wyjazdu do rodziny za niecały miesiąc.Tak wiec wszystko odhaczamy na plus i trzymamy kciuki aby wciaż Mount Everest wypadał blado w porównaniu z wyżynami na których aktualnie się znajduje.
Znowu szybko żyje i chcę się tym nacieszyć póki mi zdrowie i wiek pozwala.
Do usłyszenia!